MAŁŻEŃSKIE RANDKI

Kiedyś przyszłam do biura bardzo ładnie ubrana. Obcisła sukienka, lekko przed kolano, ładnie podkreślająca budowę klepsydry, wysokie zamszowe kozaczki, pełny makijaż. Koleżanka mnie zapytała: A co to za okazja? Odrzekłam zadowolona z siebie, że po pracy idę z mężem na randkę. A ona mi powiedziała, że z mężem to już się nie chodzi na randki. A niby to dlaczego nie?

para

Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Moi rodzice nigdzie nie wychodzą razem, zawsze były tylko praca, dom, dzieci. Zaczęłam pytać inne, znane mi małżeństwa. Odpowiedzi były podobne, że po co wydawać pieniądze na jakiś posiłek w restauracji, skoro można smacznie zjeść w domu, po co iść do kina, skoro mamy taki telewizor, że można dobry film obejrzeć w domu. I wiele podobnych. Nie, nie i nie! Nie zgadzam się z tym! I w końcu po jakimś czasie poznałam pewne małżeństwo, które pomimo piątki dzieci, znajdowało czas tylko dla siebie. Czasem poszli do kina, czasem razem na spacer, objęci i przytuleni do siebie. Tak! To jest to! Dlaczego masz nie iść ze swoim współmałżonkiem na randkę? Dlaczego masz tracić ten dreszczyk emocji, jaki towarzyszy tego typu spotkaniom?


My randkujemy regularnie. I nie muszą to być super wyszukane miejsca. Gdy się przeprowadziliśmy do Ekwadoru mąż mnie zabrał na najlepsze hamburgery świata, z prawdziwym mięsem, wędzone (a nie smażone!) oraz ze świeżymi warzywami. Pycha! Innym razem byliśmy na wieczornym spacerze, powoli szliśmy trzymając się za rękę. Oczywiście stałym punktem programu jest film domu czy wspólne czytanie książek. W małżeństwie te randki wyglądają trochę inaczej. Znamy się już bardzo dobrze, czasami nie musimy dużo mówić, cieszymy się swoją obecnością. Randka w małżeństwie może być nawet na sportowo. Któregoś dnia poszliśmy pobiegać. Stwierdziliśmy, że lepiej zostawić obrączki w domu, bo możemy je zgubić. I kiedy biegliśmy mąż zaczął mnie podrywać i mówić coś w tym stylu: „ O widzę, że Pani nowa tutaj? Czy możemy razem pobiegać? Ładnie się Pani rusza…” I nie będę więcej przytaczać, ale było to przezabawne i przesympatyczne. Z chęcią się włączyłam w ten rodzaj zaczepek. Uwielbiamy wyjścia do kina i nie ma to tamto, trzeba się dobrze ubrać i ładnie wyglądać. Naszą tradycją jest pizza w „Pizza Hut”. Zawsze przypomina nam to nasz czas narzeczeństwa i pierwszych randek. Jedna z nich była w restauracji „Va piano”, gdzie zamówiliśmy pizze i dodaliśmy tak dużo papryczki chilli, aż płakaliśmy, gdy to jedliśmy. Pamiętam, że wtedy też przeprowadziliśmy pierwszą bardziej osobistą rozmowę. Od tamtej pory słowo „va piano” kojarzyło nam się z „pikantnymi emocjami”, jakie nam towarzyszyły podczas tego spotkania. Sama restauracja na temat swojej nazwy pisze tak:

“Chi va piano, va sano e va lantano…”

To wloskie powiedzenie, które można przetlumaczyć: „Jesli masz pozytywny i optymistyczny stosunek do życia, będziesz żyć dlużej i zdrowiej..” jest kwintesencją i głównym motto sieci Vapiano!

Zdaję się, że to przysłowie bardzo do nas pasuje. Nie mogliśmy się oprzeć mocy ostrej papryczki, co bardzo nam pomogło w pierwszych krokach miłości. 😉


randki


Myślę, że randkowanie w małżeństwie jest dobrym sposobem na oderwanie się od codziennej, szarej rzeczywistości i możliwością ponownego zakochania się w swojej drugiej połowie. Jest urozmaiceniem czasu,formą odpoczynku i nie musi być kosztowne. Podam zwykły przykład. Wcześniej przytaczałam wypowiedzi osób, które nie widzą sensu w takiej inicjatywie odpowiadając. że można zjeść w domu. Zgadzam się z tym, ale również można zjeść w innej niż zwykle oprawie. Czasami robiłam mężowi kolacje z wyobraźnią. Tak to nazywałam. I były jabłka smażone w cieście naleśnikowym, pięknie ułożone na talerzu i przykryte śmietanką, z której wyrysowałam serce. Były kanapki, na których z warzyw układałam jakąś historyjkę. Była sałatka z podpiekaną bagietką, a do tego świece i jeszcze mąż przyniósł różę bez okazji. Takie małe niespodzianki umilają życie. Kiedyś mi mąż robił śniadania do łóżka. Zawsze myślałam, że to mega romantyczny gest, ale w końcu zwolniłam go z tego obowiązku. Doszłam do wniosku, że nie lubię jadać w łóżku, bo jest to niewygodne i potem trzeba sprzątać okruszki. Raczej jestem z tych praktycznych babeczek. Za to bardzo lubię, gdy sam z siebie pozmywa naczynia, pomoże mi w sprzątaniu czy w zakupach.


Zachęcam Was do randkowania. Nie znam osoby, która nie lubiłaby takiej formy rozrywki, a szczególnie polecam w małżeństwie. Bardzo to lubię, gdy mogę się umalować troszkę mocniej, bo wychodzimy wieczorem do kina i mąż z zachwytem mówi: „Pięknie wyglądasz!”

Leurien.

  • A moim zdaniem randki z mężem są potrzebne. To, że jest się małżeństwem nie znaczy wcale, że już na randki się nie chodzi. Ja jestem długo z chłopakiem i nie raz też idę do niego odstawiona w obcisłą sukienkę i znajomi pytaja „po co idziesz do niego taka odstawiona?”, no bo kurcze czasem trzeba, zwłaszcza jak przygotuje kolację. Są dni , że się chodzi w dresach, bez makijażu, ale fajnie tak czasem gdzieś razem wyjść, dobrze wyglądać.Życzę Ci moja kochana dużo, dużo szczęścia i miłości jeszcze więcej!

    • Leurien

      Sandi, super podejście. Właśnie o to chodzi, żeby nie było monotonii czy to w długim związku czy to w małżeństwie 🙂 Dziękuję za piękne życzenia. Tobie również miłości, miłości i jeszcze raz miłości <3 Jak jest miłość to jest też rozwój i poczucie szczęścia 🙂