Lidia Luna Cichowlas. Chrześcijańska Coach

KIM JEST LIDIA LUNA CICHOWLAS?

Bo romb to taki kopnięty kwadrat…

Witam Cię serdecznie na mojej stronie. Jestem Lidia Luna Cichowlas, Chrześcijańska Coach. Kobieta pełna sprzeczności, jednocześnie praktyczna z analitycznym umysłem, a z drugiej strony z głową w chmurach. Mam bogatą wyobraźnię. Jestem pozytywnie zakręcona i w pełni ciesząca się życiem! Podobnie, jak romb jest nachylony pod odpowiednim kątem tak i ja patrzę na życie i świat na swój, wyjątkowy sposób. Od wielu lat pasjonują mnie metody zmian, które testuje na własnej osobie. To jaka jestem obecnie jest wynikiem solidnej pracy nad sobą, świadomości dokąd zmierzam i podjętego wysiłku, żeby zmienić to co w moim życiu mnie blokowało, zasmucało lub powodowało regres zamiast progresu. Całą moją historię wprowadzania zmian możesz przeczytać poniżej, zaraz po informacjach zawodowych. Mam nadzieję, że Cię nią zainspiruję i zmotywuję do podjęcia własnej drogi ku wolności i szczęściu.

CZYM SIĘ ZAJMUJE LIDIA LUNA CICHOWLAS?

Moja praca jest moją pasją i misją

Ukończyłam studia dziennikarskie i dalej kształciłam się i wciąż to robię w kierunku coachingu. Jestem pasjonatką tej metody pracy z ludźmi i wiem, że testy osobowości oraz odkrycia własnych talentów potwierdziły moje naturalne predyspozycje do wykonywania tego zawodu.

CECHY CHARAKTERU DO TEGO ZAWODU

  • wysoki poziom empatii,
  • głęboka wiara w możliwości drugiego człowieka,
  • radość i stwarzanie pozytywnej atmosfery podczas spotkań
  • komunikatywność
  • budzenie zaufania
  • entuzjazm
  • zorganizowanie
  • praktycyzm
  • analityczny umysł
  • kreatywność (dostosowuję ćwiczenia do rozwoju klienta)
  • otwartość
  • lojalność i dyskrecja

CO MNIE WYRÓŻNIA?

  • praca w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi
  • mentoring akceptacji ciała i perfekcjonizmu
  • coaching emocji oraz relacji
  • łatwe odkrywanie źródeł problemu,
  • demaskowanie błędnego myślenia oraz przekonań,
  • szybkie uczenie się i praktyczne zastosowanie wiedzy
  • aktywne słuchanie
  • łatwe dostrzeganie dobrych stron u innych ludzi

PRACUJĘ ŁĄCZĄC 4 METODY

  • model G.R.O.W
  • model Drogi autorstwa Roberta Kozłowskiego
  • metoda 3S: SmartStrategy&SmallSteps&Speed, własne opracowanie
  • technika 6 kapeluszy według Edwarda de Bono

 

POZNAJ MOJĄ HISTORIĘ POSZUKIWANIA SZCZĘŚCIA

Szczęście nie istnieje. Za to jest Bóg, miłość, ciężka praca nad sobą i pokój serca…

Jest to moja krótka historia o tym jak poprzez podjęcie pracy nad sobą osiągnęłam szczęście. Urodziłam się w rodzinie wielodzietnej, gdzie byłam najstarszym dzieckiem. Wychowywałam się więcej w biedzie niż bogactwie i zawsze miałam przeświadczenie, że na biedę jestem skazana. Mojemu ojcu zdarzało się nadużywać alkoholu, a mama była w tym wszystkim bezradna. Szybko nabyłam syndromu DDA (Dorosłego Dziecka Alkoholika), który bardzo skomplikował mi życie. Choć samo wczesne dzieciństwo przebiegło nawet beztrosko to w okresie młodzieńczym wszystkie rany i krzywdy się skumulowały. Przeszłam przez mocny, młodzieńczy bunt, otarłam się o sektę satanistyczną, będąc szesnastoletnią dziewczynką sięgałam po alkohol i chętnie brałam udział w domowych imprezach. W liceum byłam bliska porzucenia nauki. Kilka miesięcy przed maturą w ogóle przestałam chodzić do szkoły. W grudniu 2005 roku próbowałam popełnić samobójstwo. Byłam niezdolna do miłości, a jednocześnie potrzebowałam jej, jak tlenu. Byłam również uzależniona.

Nawrócenie i wstąpienie do klasztoru

Miesiąc później pewien ksiądz zaprosił mnie na rekolekcje, na których usłyszałam, że Bóg mnie kocha. Nie mogłam w to uwierzyć! A jednak. W moim życiu pojawiło się światło w tunelu. Po tych rekolekcjach czułam głębokie wezwanie wstąpienia do klasztoru. Tam poznałam pierwsze metody pracy nad sobą. Był to piękny czas modlitwy, pracy i poznawania samej siebie.

Wtedy też przepracowałam największą część swoich problemów związanych z alkoholizmem ojca. Przebaczyłam mu i podczas jego odwiedzin powoli uczyłam się na nowo z nim rozmawiać i odzyskiwać utraconą relację z dzieciństwa. Dużo pracy i tak nie udało się wszystkiego naprawić w tej relacji.

W klasztorze zrozumiałam skąd się brała u mnie tendencja do kłamstwa, że była to forma obrony. Odkryłam problem z perfekcjonizmem i skrupulatnym sumieniem. Siostra, która mnie uczyła życia zakonnego zwróciła mi uwagę, że chcę wszystko kontrolować, że nie potrafię przyjąć prawdy i konstruktywnej krytyki, na którą reaguję spazmatycznym płaczem. Moje infantylne reakcje nie brały się znikąd. Nieutulone dziecko wewnętrzne dawało o sobie znaki. Walczyłam dalej, poznawałam życiorysy świętych i nauczyłam się nie poddawać. Z chwiejnej i płaczliwej dziewczynki stałam się dojrzałą kobietą, dzięki kontynuowaniu pracy nad sobą.

Tam również poznałam psychologię chrześcijańską, którą obok życia zakonnego, teologii oraz dogmatyki studiowałam w klasztorze. Trwało to 3 lata. Wystąpiłam dobrze rozeznając, że nie mam powołania do takiego stylu życia. Dla jasności nie składałam żadnych ślubów zakonnych, a z siostrami do tej pory utrzymuję przyjazny kontakt.

Po klasztorze. Studia i praca

Po klasztorze podjęłam studia na kierunku: dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Jeszcze podczas studiów odzywał się mój perfekcjonizm, niskie poczucie wartości, problem z uwierzeniem w swoje zdolności. Brałam na siebie niesamowitą ilość zadań, jednocześnie pracowałam na tygodniu i w weekendy, a w te wolne od pracy jeździłam na zjazdy na uczelnię. To mnie wykończyło zdrowotnie.

Mój perfekcjonizm zaczynał ponownie brać nade mną górę. Wtedy czułam się przegrana. Jeszcze nie rozumiałam, że zmiany to proces, który zaczyna się od pokonania blokad umysłowych. Potem zaczął się czas randek i toksycznych związków. Teraz już wiem, że była to niezaspokojona i ogromna potrzeba kochania i bycia kochaną. Miałam lęk przed samotnością. Byłam zaręczona z mężczyzną chorym na schizofrenię, a potem spotykałam się z chłopakiem uzależnionym od seksu.

Wciąż szukałam dla siebie rozwiązania i korzystałam z różnych technik motywacji, żeby coś zmienić w życiu. Bardzo łatwo przychodziło mi brać coś za darmo od innych, bo tak mnie nauczono całe życie. Nie ceniłam wysoko swoich umiejętności, ani zdolności. W tym czasie wiele osób przychodziło do mnie po pomoc, choć sama jej potrzebowałam.

Uratowałam życie dwom dziewczynom. Jednej przed samobójstwem. Mnie też kiedyś uratowano przed tym z najgorszych rozwiązań i wyciągnięto z depresji. W któreś wakacje bratowa wyciągnęła mnie z jeziora, gdy się topiłam. Dwa do dwóch… Rachunek wyrównany. W końcu zaczęłam ponownie uciekać przed ludźmi i się na nich zamykać. Musiałam najpierw zająć się sobą, ostatecznie zamknąć przeszłość i zacząć od nowa.

Miłość i terapia

Wtedy poznałam mojego męża i to było najszczęśliwsze zdarzenie mojego życia. Atmosfera miłości sprawiła, że zaczęłam dostrzegać te aspekty mojego DDA, które jeszcze nie zostały przepracowane: emocje i bolesne wspomnienia głęboko zepchnięte w podświadomość. Podjęłam grupową terapie on-line, która pomogła mi wyjść z pewnych, typowych schematów reakcji na różne zdarzenia.

Sposoby pracy nad sobą oraz to, że można wprowadzić ład i porządek w swoje życie i być szczęśliwą sprawiły, że zafascynowałam się tym tematem jeszcze bardziej. Nauczyłam się wychodzić ze swojej strefy komfortu, regularnie uczestniczę w treningach psychologicznych, poznaję mechanizmy coachingu, czytam bardzo dużo literatury tematycznej i biorę udział w różnego rodzaju wyzwaniach oraz ćwiczeniach mających na celu podjecie zmian czy wyrobienie w sobie dobrych nawyków.

Misja i pomaganie innym

Po tym etapie zaczęłam pomagania innym. Udzielałam konsultacji w zakresie odkrywania blokad wewnętrznych, podejmowania pracy nad swoim charakterem, odkrywania źródła problemów i ukierunkowywania na rozwiązania czy podpowiadania jak sobie poradzić z zamknięciem trudnej przeszłości na tyle, na ile moje wykształcenie, wiedza oraz doświadczenia były wstanie sprostać temu zadaniu. Obecnie prowadzę sesje coachingowe z zakresu inteligencji emocjonalnej oraz budowanie relacji. Drugim torem moich działań są spotkanie mentoringowe, podczas których pomagam przejść proces akceptacji swojego ciała oraz uporać się z nadmiernym perfekcjonizmem. Moja praca nie jest terapią i gdy trafią na nie osoby, które ewidentnie potrzebują terapii, odsyłam ich do znajomych psychologów lub psychoterapeutów.

Dzieląc się z Tobą moją historią pragnę pokazać Ci, że każdy może dojść do pełni szczęścia. Nikt, absolutnie nikt, nie jest skazany na życie w biedzie, depresji, nałogu, tylko dlatego, że wywodzi się z takiej a nie innej rodziny. Rany mogą zostać zaleczone, a moc przebaczenia jest niekiedy jedynym ratunkiem, niezależnie od tego czy ktoś wierzy w Boga czy nie. W mojej historii Bóg jest obecny, żywy, prawdziwy i działający, blisko od 10 lat. Liczę od momentu nawrócenia, bo wcześniej nie miałam takiej świadomości. Mam nadzieję, że ta historia będzie dla Ciebie inspiracją, że można osiągnąć wszytko i prawdziwie zmienić swoje życie. W to wierzę mocno i jestem tego żywym przykładem. Teraz po przejściu tego wszystkiego z radością, wiedzą i doświadczeniem jestem wstanie pomagać innym, co obecnie przynosi mi ogromną radość, satysfakcję oraz poczucie spełnienia życiowej misji.

Życzę Ci odnalezienia tego czego szukasz, zamieniania smutku w radość, a nienawiść w miłość… I zapraszam do poznania mnie z innej, o wiele bardziej radośniejszej i aktualnej, strony 😉 

TROCHĘ PRYWATY

Odrobina szaleństwa jeszcze nikogo nie zabiła. Nienawiść już tak.

Prywatnie to jestem szczęśliwą mężatką i Polką na obczyźnie. Dlaczego właśnie Ekwador? Mój mąż jest Ekwadorczykiem i bardzo chciałam poznać jego rodziców i całą jego rodzinę, kulturę, obyczaje, a przede wszystkim ludzi, którzy tutaj żyją. Z tego też powodu pomieszkamy jakiś czas w tym pięknym i tajemniczym kraju. Lubię poznawać nowe miejsca, chodzić po górach, zatapiać się w przyrodę. Interesuje mnie to co dzikie i nieokiełznane, ale cenię bezpieczeństwo. Już tutaj mogę napisać moje pierwsze wrażenia. Przede wszystkim klimat, tak inny niż w Polsce. Tutaj nie ma zim, ale nie oznacza to, że jest gorąco przez cały rok.

Przebywam w Quito, na wysokości blisko 2 850 m. n. p. m., czyli w górach, a dokładnie w Andach. Klimat ostrzejszy, niż w reszcie kraju, ale za to w porze deszczowej nie pada cały dzień. Zawsze przed południem jest słońce, a w niektóre dni popołudniu lub w nocy deszcz nawodnia ziemię. Przyjechałam z nikłą znajomością języka hiszpańskiego, ale otwartość i cierpliwość ludzi pomogła mi nauczyć się tego języka. Miałam już okazję zwiedzić kilka miejsc oraz pójść w góry. Wiem, że pomimo możliwość internetowych wielu ludzi wciąż myśli o Ameryce Południowej, jako kontynencie pełnym krajów trzeciego świata. Prawda jest taka, że obok skrajnej biedy stoją bogate budynki, ale jednocześnie jest wielu ludzi, którzy żyją prosto na wsi i są szczęśliwi ze swojego żywota. Ekwador jest krajem kontrastów, ale jedno jest pewne, że warto tu przyjechać.

 

Co wyróżnia Ekwador? Bogactwo przyrody, największa różnorodność gatunków ptaków oraz motyli. Niesamowite położenie sprawia, że od północy oraz zachodu Ocean Spokojny otacza ląd, przez środek przebiegają góry, a od zachody króluje dżungla. W całym kraju można znaleźć wiele mikroklimatów, często położonych od siebie zaledwie o kilka kilometrów.

MOJE HOBBY I ZAINTERESOWANIA

Kocham naturę...

Najchętniej czas spędzam na łonie przyrody. Chętnie wyrywam się na krótkie wycieczki, by poznać nowe miejsca. Jednak najbardziej kocham piesze wędrówki z plecakiem, buszowanie po lasach, wspinaczkę górską, niż samo zwiedzanie miast. Lubię zwierzęta, szczególnie psy, koty, ptaki i motyle.

 

Kocham tworzyć...

Szał twórczy rodzi się w duszy stworzonej do piękna, pragnącej czegoś więcej,
patrzącej na świat i ludzi oczami miłości nienasyconej. Artysta jest tylko człowiekiem, ale jego dzieła są niepowtarzalne i cudowne. To Bóg daje talent i zbrodnią jest zakopywać swoje umiejętności. Każdy człowiek potrafi robić coś pięknego, talent nie musi oznaczać zdolności tylko i wyłącznie artystycznych. Jednakże w moim przypadku jest tak, że muszę tworzyć, inaczej nie żyję. Kiedy przychodzi ten moment nie potrafię o niczym innym myśleć. Czuję ogień w sercu i wiem, że jeśli czegoś nie zrobię ten ogień mnie spali. Wiele emocji towarzyszy tworzeniu. Co robię ze swoim natchnieniami? Piszę, maluję, szkicuję, wycinam i kleję, szydełkuję, szyję i fotografuję, a także piekę i gotuję. Robię przeróżne rzeczy, co tylko mi przyjdzie do głowy, a pomysłów mi nie brakuje.

 

Gdy odpoczywam...

Podczas codziennych wieczorów ćwiczę pilates lub fitness, oglądam film z mężem, czytam książkę lub rysuję. Lubię też posłuchać muzyki. Natomiast kiedy przychodzi niedziela spędzam ją totalnie off-line, w pierwszej kolejności z Bogiem na modlitwie, potem ze swoją rodziną czy przyjaciółmi. Jak już wspomniałam wcześniej kocham odpoczynek aktywny i chodzenie po górach.

Jeśli chcesz pozostać ze mną w kontakcie...